Dlaczego w Blachowni jednych sprzedawców traktuje się lepiej, a innych gorzej? Dam kilka przykładów. Na nowym ryneczku miesięczny czynsz za sprzedaż warzyw czy owoców wynosi 600-800 zł, dwieście metrów dalej przy kolejnym ryneczku, za grunt o powierzchni 90m2 trzeba zapłacić blisko 40 zł (36 groszy netto za 1m2), kolejne kilkaset metrów dalej, na tej samej ulicy, Marek Korbel handluje za 184,50 zł miesięcznie.
Kto jest na tym najbardziej pokrzywdzony? Dlaczego w Blachowni są równi i równiejsi? Dlaczego ten Burmistrz nie łączy ludzi, tylko dzieli na lepszych i gorszych? Odpowiedzcie sobie sami.



Facet handluje w miejscu do tego nieprzeznaczonym i płaci grosze!! Skandal!!
Nieprawda. Już pisałem, że nie ma w Blachowni miejsc, w których by panował zakaz handlu.
Bo jest to trudne do przeprowadzenia na drodze prawnej.
To, że jako mieszkańcy mamy inne odczucia – skoro są wydzielone miejsca do handlowania, to tam i tylko tam powinno to się odbywać – nie zmieni sytuacji prawnej.
Pan Korbel (i każdy inny) może handlować nawet na części ulicy, o ile dostanie zezwolenie od dysponenta terenu i opłaci stosowne należności.
Ciekawie,jak by Osiński by interpretował ten artykuł?Myślę że nawet on powie że to brednie.
W pewnym sensie się z tobą – wyjątkowo – zgadzam.
To naciągane. Ale nie brednie są to, tylko fakty! :) Dokładnie tak jest, jeśli chodzi o ceny.
Tyle tylko, że akurat ta sytuacja jest bardzo łatwa do wyjaśnienia i nie ma tutaj żadnej dyskryminacji lub faworyzowania. ;)
Nie ma?? Na ryneczku płacą po 800zł, a w budkach po 40zł!! Jak to nazwiesz??
Normalnie – rynek wybudowała gmina, mają wszystkie udogodnienia i płacą za wynajem tego wszystkiego.
Pod budkami na Kubowicza tylko teren jest gminny i płaci się za dzierżawę terenu, tak jak każdy inny mieszkaniec płaci podatek od gruntów lub nieruchomości stojących na tym gruncie. Nie ma tu oczywiście pełnego przełożenia, taki przykład podałem w celu zrozumienia problemu.
Owe 36 groszy obowiązuje od lat i dopiero odpowiednia uchwała Rady Miasta może to zmienić. No i o ile? O 10 groszy? 20?
Handlujący na ryneczku nie zainwestowali ani złotówki w jego budowę! Łapiesz już?
Jestem Stąd pan Korbel też ma wynajęty tylko grunt i to za znacznie wyższą cenę niż ta pani z budki. To jest dziwne, że u nas jeden ma lepsze warunki a drugi gorsze.
Ale o co ten hałas ?
Wszyscy wiedzą że za Szymańskiej są równi i równiejsi ….
Nie wiem czy brak uporządkowania w tym zakresie wynika wyłącznie z nieudolności oraz braku umiejętności pani burmistrz czy jest to celowe działanie ….
Jedni lubią czyste i równe zasady inni wolną amerykankę i mętną wodę w której lepiej się łowi ….
Najbardziej rozbawiają mnie ludzie którzy dali się nabrać na głodne kawałki Szymańskiej, Kułakowskiego, Mandryk i pozostałego towarzystwa o jawności, równości, przyjrzystości, transparentności a teraz narzekają ….
To jeden z wielu przykładów nierównego traktowania przez Szymańską mieszkańców i przedsiębiorców.
I jeszcze jeden aspekt – zazwyczaj znajomkowie/rodzina spoza gminy lepiej są traktowani niż mieszkańcy gminy.
Etaty dla ściągniętych spadochroniarzy spoza gminy są najwyższe.
Przedsiębiorcy spoza gminy mają najwyższe kontrakty.
Czy Szymańska tak bardzo nie lubi mieszkańców naszej gminy ?
Korbel płaci dzienną stawkę do OSiR-u w wys. 9 złotych za miejsce i to jego wybór i jak widać bardzo opłacalny. Taką stawkę płaci się na nowym rynku za 3 metry kwadratowe, a ile zajmuje Korbel ? Jak widać Korbel jest ” bardzo poszkodowany “
Ale przecież nie da się porównać handlowania na utwardzonym i zadaszonym częściowo placu z handlowaniem w błocie.
Powtarzam – teoretycznie każdy może wystąpić do Urzędu Miasta o wynajęcie dowolnego miejsca, które nadaje się na cele handlu obwoźnego. I gmina nie ma praktycznie żadnych argumentów, aby odmówić.
Ciekawe co by było, gdyby tak postąpili inni handlarze?
Janusz Trzepizur – spokojnie przeczytaj jeszcze raz, co napisałem na temat opłaty za grunt zajmowany przez budkę wybudowaną za własne środki.
Też się zgadzam-wyjątkowo, że niektórzy nie łapią tego co wyjaśniasz, a to jest bardzo proste, tylko klapki nienawiści z oczu trzeba usunąć.
To dlaczego nakazano ludziom opuścić miejsca handlu przy MOSiR i gimnazjum ?
W tym wypadku nie obowiązywało to co napisał “Jestem stąd”, “że nie ma w Blachowni miejsc, w których by panował zakaz handlu” ?
Dlatego, że tamten teren był oficjalnym targowiskiem, które zostało przeniesione w inne miejsce.
Jeśli prawnie ten kawałek obecnie nie został ustanowiony jako parking na przykład, to nadal każdy prowadzący działalność gospodarczą p.t. handel obwoźny może wystąpić o wynajem tam kawałka gruntu.
Moim skromnym zdaniem miejscem wyznaczonym do handlu jest ryneczek i tam powinno sie to odbywać. Ustawienie skrzynek w takim miejscu nie wpływa dobrze na wizerunek gminy. Mnie tylko zastanawia czy jesli zlozyl by podanie ktos inny tez dostal by zgodę.
nie od dzis wiadomo ze ”jeden stąd” nie do konca wie czasem o czym pisze na tym forum gąsiorskiego,ale co nie jest zabronione zawsze jest dozwolone, nawet dla smiechu..hi hi hi .
Jak sobie gościu handluje to ok. Jak nie pasują najemcom czynsze na ryneczku to niech podziękują specjalistce i zaczną handlować obok bohatera artykułu…
Dla mnie to czyste cwaniactwo. Dotychczas byłam pewna że na terenie miasta można handlować tylko w miejscach do tego wyznaczonych. Nie tak jak ten Pan, na trawniku. Czy jak drugi delikwent spod Biedronki, na chodniku przeznaczonym dla pieszych i rowerzystów. Taki zakaz handlu poza miejscami wyznaczonymi racjonalnie tłumaczyłby powstanie nowego ryneczku. Ciekawe co by to było gdyby rzeczywiście handlowcy przenieśli się obok bohatera artykułu i rozstawili swoje stragany po całej Blachowni ?
Ten drugi pan to inna bajka. Nie wiem, czy miał zezwolenie na zajęcie pasa drogowego.
Na terenach do tego wyznaczonych handlować należy artykułami spożywczymi. “Na ulicy” nie wolno.
O ile na przykład ziemniaki nie łapią się do tej grupy, to już chlebek, mąka, makaron jak najbardziej. Podobno dyskusyjna jest sprawa owoców miękkich. A w ogóle to jeden wielki cyrk prawny.
Generalnie najlepiej by było oczywiście, że handel jest prowadzony na terenie do tego przeznaczonym. Koniec i kropka. Okazjonalne zezwolenia powinny dotyczyć tylko tradycyjnych odpustów, dożynek, innych imprez odbywających się cyklicznie, czy Wszystkich świętych.
Ja tam se rozstawie tanie ciuchy z drugiej renki oraz garnki z odzysku, może jeszcze dżemy.
Jak jeden może to ja też nie będę przepłać na ryneczku
Wiesz Ewa,handel to nie tylko pozbywanie się rzeczy niepotrzebnych (lub potrzebnych).Do handlu trzeba dołożyć własną osobowość,wdzięk.Co z tego że wyłożysz czuchy byle gdzie.nie będziesz zadowolona z tego,a ni ty, a nie ten kto od ciebie to kupi.I tak dużo nie zarobisz.Pan obok konsonni zapłacił za miejsce,nikomu nie przeszkadza,i handluje pomalu.Ludzie kupują u niego i są zadowoleni (ja sam od niego kupiłem wypchanego krokodyla i tarantulę -miniaturkę).I też, biegają po domu.
A mnie ten miły pan sprzedał ładną kirkutkę-kudłatkę i pirutka-kłapciatego.Uważamy z żoną, że to nasz najlepszy zakup w życiu.Co za miłe stworzonka.Niewiele jedzą, mało oddychają,
nie potrzebują wychodzić za potrzebą i pięknie śpiewają.Jedyne co nas denerwuje to to, że
jak czasami zawisną pod sufitem, to wiszą tak z tydzień, albo i dłużej.Niech chłop handluje na zdrowie.
Np to fajnie Bodzio,wymienimy się,ja ci dam wypchanego krokodyla,a ty mi pirutke kłapciatego.Niech u mnie śpiewają.
Bodzio,jak znajdę tarantulę to ci dorzucę do krokodyla.